Napisaliśmy list do Galileusza i… dostaliśmy odpowiedź!

9 października obchodziliśmy Światowy Dzień Pisania Listów ustanowiony w 1969 roku w Tokio. Z tej okazji wpadliśmy na pomysł, by stworzyć projekt naukowy o tej samej nazwie. Postanowiliśmy zrobić coś szalonego i napisaliśmy do… Galileusza. Powiecie, że to czyste szaleństwo, bo przecież Galileo Galilei nie żyje już od ponad trzystu lat! I pewnie mielibyście rację, gdyby nie to, że my nie znamy takiego słowa jak „szaleństwo”. Więc wiele nie myśląc zabraliśmy się do pracy.

Wiadomość napisali Borys, Szymon, Sylwek i Olga. To Olga właśnie zaniosła gotowy list na pocztę i wysłała go w świat. A konkretnie do Włoch. Od czasu wysłania listu dużo się zmieniło i znowu jesteśmy na nauczaniu zdalnym, a nadzieja na otrzymanie odpowiedzi trochę w nas osłabła… Ale oto, pod koniec października Olga odebrała list. Z Włoch! Okazało się, że była to ręcznie napisana odpowiedź od samego Galileusza! Jak wiadomo, przesyłki zagraniczne idą nieco dłużej niż krajowe, stąd to opóźnienie, ale jednak! Otrzymaliśmy odpowiedź!

Jako, że list został napisany ręcznie, pięknym, choć nieco kanciastym pismem (Galileusz musiał mieć skostniałe ręce po tak długiej przerwie od pisania…), Olga postanowiła przepisać wiadomość na komputerze, aby łatwiej było ją przeczytać. Wielki dzień nadszedł 2 listopada! Na nieco sennym powitaniu nowego tygodnia Olga uroczyście odczytała treść listu, a wszyscy uczestnicy od razu się rozbudzili i zagrzali do rozmowy. Treść obu wiadomości możecie przeczytać poniżej.

P.S. Postanowiliśmy kontynuować korespondencję! Stay tuned! 😉

24 października roku pańskiego 2020
Kościół Santa Croce, Florencja, Włochy

Drodzy, którzy zakłóciliście mój spokój!

    Od ponad 378 lat pozostaję poza światem żywych, aż nagle poczułem, że coś przyzywa mnie na ziemski padół. Właściwie dosłownie krzyczy do mnie, bo ten człowiek, co mi przyniósł Wasz list to mnie wykopał. I ciągle wrzeszczał. Trochę nie mógł uwierzyć, że sporo czasu już jestem trupem, ale imię i nazwisko się zgadzało, więc oto Wam odpisuję moi drodzy!

    Zadajecie mi kilka ciekawych pytań o moje odkrycia z niemal wszystkich dziedzin nauki, którymi się zajmowałem. Chociaż w moich czasach nie patrzyłem na otaczającą mnie rzeczywistość jako osobne zagadnienia. Zajmowałem się wszystkim, co mnie ciekawiło: siłą bezwładności, grawitacją, doświadczeniami w próżni, obserwacjami astronomicznymi, przeróżnymi wynalazkami i rozważaniami filozoficznymi… Ach gdybym wiedział, że moja ciekawość sprawi mi tyyyle problemów! Ale żaden uczony nie powinien wstydzić się swoich dokonań! Mam nadzieje, że od mojej śmierci ludzkość zgłębiła tajniki wiedzy o planetach. Proszę napiszcie mi, co wiecie o Kosmosie.

    Właściwie mam kłopoty już od 1616 roku, więc pewnie powiecie, że miałem czas na przyzwyczajenie się… Ale wiecie, że mam właśnie kłopoty, bo głośno mówiłem o tym, że mój kolega astronom Mikołaj Kopernik miał rację, że to ziemia się kręci wokół Słońca. Wtedy skończyło się na poważnej rozmowie z ważnym gościem z Kościoła, który dosłownie kazał mi się ogarnąć, nie gadać bzdur sprzecznych z tym, co jest zapisane w Biblii. Nie byłem nigdy kłótliwym człowiekiem, więc przyjąłem uwagi do wiadomości i nadal zajmowałem się tym, do czego pchała mnie moja ciekawość świata, zwłaszcza obserwacjami astronomicznymi. I nie chciało mi wyjść inaczej: ZIEMIA KRĘCI SIĘ W OKÓŁ SŁOŃCA. Dlatego w 1632 roku wydałem dzieło „Dialog o dwu najważniejszych układach świata: ptolemeuszowym i kopernikowym”. I wiecie, nie pisałem tam, że tylko Kopernik ma rację! Starałem się tam pokazać oba punkty widzenia, ale nie chciało mi wyjść inaczej, jak to, co wielokrotnie obserwowałem. Ciekawe, czy w Waszych czasach niektórzy ludzie tak bardzo upierają się przy różnych bzdurach?

    Wtedy zaczęły się ogromne problemy. Przed swoje oblicze wezwało mnie Święte Oficjum i wytoczyli mi proces o herezję. WYTOCZYLI MI PROCES O HEREZJĘ! Rozumiecie? Przecież jestem naukowcem, swoje poglądy opieram na dowodach naukowych! A właśnie pewnie nie wiecie, co to herezja, bo w Waszych czasach nikt chyba nie robi problemu o takie głupoty… Herezja to pogląd, który jest uznawany za sprzeczny z nauką Kościoła (wiecie – z takimi mega ważnymi rzeczami jak dogmaty). Święte Oficjum niesamowicie się na mnie zeźliło i wzięli mnie oskarżyli. O HEREZJĘ. Czy o to, że dowody naukowe nie są zgodne z tym, co ktoś uznał za prawdę. Mam nadzieje, że chociaż w części rozumiecie moje ogromne oburzenie! I  nie tylko, ale o tym za moment.

    Niestety w moich czasach przegrany proces mógł się skończyć śmiercią, tak jak spotkało to biednego dominikanina Giordano…, któremu nawet nie pomogła ucieczka. Nie ukrywam przed Wami, że nie jestem specjalnie odważny. Nie broniłem swojego stanowiska naukowego. Inkwizycja, czyli właśnie Święte Oficjum zmusiło mnie do publicznego odwołania swoich poglądów, czyli musiałem przed wszystkimi powiedzieć, że się myliłem! Aż gotowałem się cały w środku, jednak najgorsze było to, że odrzucono moje tezy i obserwacje, udowodnione teorie, a moją książkę wpisano do Indeksu Ksiąg Zakazanych! Cała moja praca poszła na marne… a ja stałem się nikim. Całą moją pracę, odkrycia Kopernika, sprowadzono do poziomu „kontrowersji”… Trybunał był bezlitosny, zostałem zamknięty w swoim domu, skazany na nieistnienie w społeczności badaczy świata. Do końca ziemskiej egzystencji przebywałem pod nadzorem inkwizycji w areszcie domowym. Czyli takiej kwarantannie, która trwała aż do śmierci. Najgorszy szlaban w życiu.

    Nie wiem, co się konkretnie stało, ale zostałem odkopany. Domyślam się, że dzięki Wam i Waszemu listowi. I pewnie Waszemu zainteresowaniu. Pewnie mnie nie widzicie, bo wiecie, jakby to Wam napisać… nie jestem już specjalnie ładniutki, bo jednak trochę czasu temu umarłem, no a ciało – sami wiecie, że nie jest marmurowym posągiem jak rzeźby Michała Anioła, ale na szczęcie mamy właśnie listy. Możemy do siebie pisać! Otóż kiedy jeszcze raz zerknąłem na ten dziwnie połączony papier, w którym dostałem Wasz list i tam było napisane, że jesteście ze szkoły Galileo (a tak w ogóle to co to jest autorska szkoła podstawowa???). Czy nie jest zbytnią pychą myślenie, że to na moją cześć? Że Wasza szkoła nosi MOJE imię?

    Bardzo chcę Was poznać, dowiedzieć się jak żyjecie, czym się zajmujecie. Skąd pochodzicie? Jak nazywa się Wasz kraj? I właściwie chcę wiedzieć wszystko! Będę Wam ogromnie wdzięczny za odpowiedź.

    Bo wiecie… może to głupie, ale ten człowiek, co mi przyniósł list od Was to miał takie dziwne małe pudełeczko, jakby z niezwykłym ogniem w środku, które wydawało z siebie przedziwne dźwięki. I chyba zwariowałem, ale jestem pewien, że rozmawiał z jakimś małym stworzonkiem, które niewidzialne, siedziało w środku! Też coś takiego macie? To groźne?

Łączę wyrazy szacunku
Galileo Galilei

P.S. Serio, z inkwizycją nie ma żartów.