Częste pytania (FAQ)

To znaczy, że prowadzona jest zgodnie z założeniami, o których przeczytasz tutaj.

Zazwyczaj ma trzy stałe punkty: uważność, powitanie i obiad. 😉 Pomiędzy tymi aktywnościami, jeżeli akurat nie realizujemy jakiegoś projektu, mamy bloki tematyczne/przedmiotowe. Raz w tygodniu miejsce ma Zgromadzenie, czyli zebranie całej społeczności, na którym omawiamy tematy, które pojawiły się w mijającym tygodniu, i które są dla nas ważne.

Często o to pytacie. 😉 Spójrzcie na wolne szkoły, takie jak Summerhill, Tamariki, Sudbury, Valley czy Hadera. Dziś te szkoły, w których podmiotowość ucznia jest wartością najwyższą, tworzą całkiem już rozbudowaną, alternatywną tradycję edukacyjną z własną literaturą przedmiotu, badaczami i społecznością. Co więcej, i co najważniejsze – te szkoły są uwielbiane przez uczniów, a z czasem (po okresie “rany, oni tam nic nie robią”) nawet i przez rodziców-niedowiarków. Nawiasem mówiąc – szkoła tradycyjna też swego czasu była eksperymentem,
i dziś chyba już widać, że nie do końca udanym.

Wszystko, co nie zagraża nam samym lub komuś innemu, nie ogranicza czyjejś wolności, nie stoi w sprzeczności z prawem oraz regulacjami utworzonymi w naszej społeczności. To nie jest równoznaczne z absolutnym i nieokiełznanym chaosem, którego dorośli/rodzice najczęściej się obawiają. Wolność to nie anarchia – granicą naszej wolności jest wolność drugiego człowieka.

Wolność to wielki dar, z którego nie każdy potrafi korzystać. Jako dorośli zazwyczaj boimy się tego, że dzieci, nieprzymuszane, nie zechcą się uczyć rzeczy, jakie będą im w życiu potrzebne. Pytanie, skąd wiemy, co im będzie potrzebne? Praktyka szkół demokratycznych na świecie pokazuje, że dzieci radzą sobie z wyzwaniem wolności znacznie lepiej niż my, dorośli, którzy przeszliśmy przez szkoły systemowe.

Każdą szkołę tworzą ludzie. Nie system, nie budynek, nie dyrektor – ludzie. To od nich zależy duch szkoły, nie od tego, czy szkoła jest tradycyjna, czy nie. We wszystkich szkołach w Polsce obowiązują te same ustawy. Trudno w to uwierzyć, prawda? Galileo też musi spełniać konkretne warunki i realizować konkretne wytyczne według ustaw i rozporządzeń. Według tych ustaw, na przykład oceny w formie cyferek są obowiązkowe wyłącznie na świadectwach klas 4-8. Reszta zależy od statutu szkoły – nasz nie przewiduje cyferek w bieżącym ocenianiu. Dzieci otrzymują obszerne opisy uwzględniające nasze – dorosłych – spostrzeżenia i obserwacje na ich temat.

Nie mamy zajęć z religii. Ustawa przewiduje możliwość zorganizowania takich zajęć dopiero na prośbę rodziców, i to całkiem sporej grupy. My staramy się przekazać dzieciom, że miłość, dobro, pokój, dbanie o planetę, życzliwość, wzajemny szacunek i wiele innych to wartości uniwersalne.

Jesteśmy na “Ty”. Wszyscy. Autorytet nie przychodzi wraz ze stanowiskiem, tytułem czy stopniem naukowym. Znamy mądrych zamiataczy ulic i głupich profesorów. Nie wymagamy czołobitności tylko dlatego, że jesteśmy starsi. Każdy z nas sam buduje relacje z innymi, wiedząc, że autentyczność jest bazą, bez której nie zbuduje nic.

Stawiamy konsensus ponad kompromisem.
Jeśli czegoś nie wiemy, to nie udajemy, że wiemy. Niby proste…

Uczymy się wszędzie i przy każdej okazji. Nie dlatego, że jesteśmy szkołą, tylko dlatego, że na tym polega życie – nie da się inaczej. Spędzamy czas razem, w grupach, które niekoniecznie są podzielone według wieku. Każdego, kto nie wierzy, że da się prowadzić łączone zajęcia dla dzieci z klasy pierwszej i ósmej, zapraszamy. Łączenie klas wygląda różnie, czasami dzieci grupują się wokół zagadnienia, czasami zainteresowania, czasami poziomu zaawansowania. Ulubionymi zajęciami naszych pierwszaków często są Eliksiry, choć produkcja wodoru znacznie wybiega poza zakresy wiedzy wymaganej przez podstawę programową dla pierwszoklasistów. 😉

Każde dziecko ma swojego tutora, którego samo sobie wybiera spośród dostępnych dorosłych. To taki osobisty opiekun, przewodnik i towarzysz, z którym tworzy bliską i opartą na zaufaniu relację. Tutor jest również w stałym kontakcie z rodzicami swoich podopiecznych.

W szkole stale dostępna dla dzieci jest psycholożka, trzy pedagożki (w tym jedna specjalistka od resocjalizacji) oraz doradczyni zawodu. Mamy też warsztaty kompetencji społecznych oraz zajęcia z logopedką.

To zależy, z której strony spojrzeć. 😉 To dorośli oferują zajęcia różnego rodzaju, sami tworzą autorskie programy nauczania lub korzystają z gotowych, ciekawych propozycji (tak, takie też są!), przygotowują projekty. Dzieci natomiast decydują, czy chcą z danej oferty skorzystać. My możemy je inspirować, tworzyć warunki, sprzyjające środowisko, rozbudzać ciekawość, ale decyzja należy zawsze do dziecka. Dziecięce propozycje zajęć i zgłaszane przez dzieci potrzeby są również traktowane bardzo poważnie.

Pisaliśmy o tym w zakładce “Jak działamy?” – z ogromną dozą pewności możemy stwierdzić, że nie ma takich dzieci. Dziecko może nie chcieć uczyć się akurat wtedy, kiedy my chcielibyśmy, aby się uczyło, bądź tego, czego w danej chwili ktoś od niego wymaga – ale nie ma dzieci, które nie chcą się uczyć w ogóle. Nauka jest wszędzie – nawet, gdy wydaje się nam, że dzieci tylko układają klocki, to tak naprawdę one przecież tworzą, liczą, konstruują, planują, organizują przestrzeń, projektują, współpracują, komunikują swoje potrzeby, otrzymują i analizują komunikaty zwrotne…

Pamiętajmy też, że znajomość faktów to nie mądrość, to tylko znajomość faktów. Fakty dziś atakują nas ze wszystkich stron, i właściwie w dzisiejszych czasach to umiejętność selekcji wartościowych informacji jest chyba rzadsza, niż umiejętność ich wyszukiwania. Nas najbardziej interesują umiejętność odnajdywania i rozwijania pasji, wiara we własne możliwości oraz umiejętności nawiązywania i utrzymywania dobrych relacji z otoczeniem.

A co to znaczy “robią dobrze”? Pytasz o rozwiązywanie zadań? O klasówki? Sprawdziany? Nie mamy tego. O tym, co robimy, rozmawiamy ze sobą na bieżąco. Uczymy się przecież również popełniając błędy i wyciągając z nich wnioski. Jeśli to dla kogoś za mało, każdy członek naszej społeczności może zawsze poprosić o dodatkową informację na swój temat. Możemy mu nawet, z ciężkim sercem, zrobić test. 🙂

A serio – uważamy, że oceny cyfrowe w żaden sposób nie pomagają, nie motywują, a wręcz przeciwnie – szkodzą. Dzieci porównują się, zaczynają rywalizować kto ma lepszą ocenę, a tym samym nie uczą się dla siebie, z potrzeby wiedzy, tylko dla samych ocen, dla nauczycieli, dla rodziców. Oceny nie mają żadnego przełożenia na dziecięcą wiedzę, kompetencje czy umiejętności. Dlaczego Jaś dostaje jedynkę, kiedy zamiast niebieskiego, narysował różowo-zielone niebo? Może miał możliwość podziwiać zorzę polarną? Dlaczego mała litera “s” z zawijasem jest wyżej oceniana od pieczołowicie napisanej litery “s” bez niczego?

W naszej szkole z dziećmi po prostu rozmawiamy.

Tak. Nie jest jednak taka straszna, jak ją malują – gorzej jest z programami nauczania, tworzonymi na jej podstawie. Na szczęście nie musimy (choć możemy, na rynku są również świetne propozycje) posiłkować się nimi: każdy nauczyciel może stworzyć własny, autorski program uwzględniający, np. uczenie metodą projektów.

Podejmowania decyzji i dokonywania wyborów nie da się nauczyć czytając o tym w książkach – trzeba je samemu podejmować i ponosić ich konsekwencje. Ufamy dzieciom, one naprawdę bardzo szybko uczą się samodzielności i zarządzania sobą, jeśli mają taką szansę. Jeśli mają swobodę w zakresie dokonywania wyborów, od tych najbardziej błahych, przez poważniejsze, do kluczowych, to z ich konsekwencji, z którymi przychodzi im się zmierzyć, wyciągają naprawdę bardzo rozsądne wnioski.

Właśnie. Panuje powszechne przekonanie, że szkoły biorą za to odpowiedzialność – otóż nie, żadna szkoła nie bierze za to odpowiedzialności. I tutaj akurat niczym nie różnimy się od reszty. Dokładnie informujemy dzieci oraz rodziców o wymaganiach stawianych przed nimi przez polski system prawny oraz dokładamy wszelkich starań, aby każdemu dziecku zapewnić warunki do sprostania im. Nie zmuszamy do nauki, zamiast tego dbamy o to, aby każde dziecko i jego rodzice mieli pełne informacje na temat egzaminu. Na przykład tę, że trzeba do niego podejść, ale nie można go nie zdać. Egzamin nie jest dla nas celem samym w sobie – jeżeli dla Ciebie, jako rodzica, jest, to Galileo nie jest szkołą dla Twojego dziecka.

Tak zwane dzieci “trudne” znakomicie odnajdują się u nas, dostając szansę na nowy start bez etykiet i obciążeń, co ma realne przełożenie na zmianę postrzegania siebie samych oraz podejścia do otoczenia. Obserwujemy to na co dzień i próbujemy zrozumieć skąd taka, czy inna łatka – przyznam, że nie do końca nam to wychodzi. To jedna z trudniejszych obserwacji – patrzeć na dzieci, które mają za sobą koszmarne szkolne przeżycia i myśleć, że trzeba było tylko odrobinę dobrej woli, żeby ich uniknąć. I że wciąż mnóstwo dzieci przeżywa szkolne traumy. Z drugiej strony to cudowne uczucie, patrzeć jak rozkwitają, gdy tylko daje się im szansę. 🙂

Jest wszędzie, pojawia się, więc i u nas. Przeważnie początkowo, przy przejściu z innych placówek, z racji przyzwyczajenia, że w życiu trzeba sobie radzić łokciami albo zginiemy. Zazwyczaj szybko mija, a wynika to z faktu, że w Galileo szacunek do drugiego człowieka, nawet tego całkiem małego, oraz komunikacja międzyludzka są kwestiami absolutnie nadrzędnymi. W przypadku konfliktów nie etykietujemy, nie stawiamy dzieci w rolach ofiar i katów, nie karzemy winnych – zamiast tego staramy się pomóc im zrozumieć, co zaszło. Częstą praktyką jest też poruszanie sprawy na Zgromadzeniu (wewnętrznym spotkaniu całej społeczności szkolnej), ale – co ważne – i tutaj nie chodzi o napiętnowanie i ukaranie winnych, a o rozmowę na temat zaistniałej sytuacji. Zdarza się natomiast wyznaczenie przez społeczność zadośćuczynienia przez sprawcę na rzecz pokrzywdzonego lub szkoły. Zawsze jednak chodzi o dobro dziecka – niezależnie od tego, czy jest sprawcą, czy ofiarą zamieszania, i zawsze rozmawia się o czynie, nie o osobie, która go popełniła.

Naturalnie jeśli widzimy, że ktoś komuś realnie zagraża – reagujemy. To jednak, na szczęście, bardzo rzadkie i pojedyncze przypadki. Dla dzieci bardzo agresywnych, wymagających specjalistycznej pomocy, nie ma u nas miejsca.

Przede wszystkim są to ludzie ciekawi i otwarci – na poglądy, idee, potrzeby, własny rozwój, kontakt z drugim człowiekiem; ludzie mądrzy i wrażliwi, gotowi przyznać się do popełnionego błędu i wyciągnięcia [z błędu] cennej lekcji. Ludzie potrafiący budować autentyczne relacje z drugim człowiekiem, ciepli, świadomi własnych dążeń i celów, mający pasje.

Nauczyciel nie jest u nas nadzorcą. Jest obserwatorem, przewodnikiem, opiekunem, asystentem, doradcą, współpracownikiem, po prostu człowiekiem społeczności szkolnej.

Galileo jest miejscem dla każdego dziecka, niezależnie od narodowości, wyznania, czy obszaru kulturowego. Młodsze dzieciaki odnajdują się w naszej społeczności z marszu. Nie mają porównania ze szkołą tradycyjną, więc środowisko Galileo jest ich środowiskiem naturalnym.

Dzieciom starszym, przychodzącym ze szkół tradycyjnych, zazwyczaj początkowo jest trochę trudniej – nie ma tutaj klas, ocen, zadań domowych i innych cech charakterystycznych dla szkoły tradycyjnej, żaden nauczyciel nie występuje w roli nadzorcy. Te dzieci często potrzebują “detoksu” – to dość trudny okres, kiedy dziecko sprawdza, czy rzeczywiście ma prawo nic nie robić bez ponoszenia nieprzyjemnych konsekwencji, i najczęściej z tego prawa intensywnie korzysta.

Nie przyjmujemy dzieci nieszczepionych, z wyjątkiem przypadków odroczenia szczepień ze względów medycznych.

Bardzo ważne jest dla nas, aby przed zapisaniem dziecka, i rodzice i szkoła byli przekonani, że Galileo to właśnie miejsce, którego szukają, ponieważ z całą pewnością nie jest to szkoła dla wszystkich. Dlatego właśnie spotykamy się więcej niż raz, dlatego mamy też obowiązkowy dzień próbny (a czasem nawet kilka dni).

Wśród społeczności szkół takich, jak nasza, popularne jest powiedzenie, że szkoły te są dla każdego dziecka, ale nie dla każdego rodzica. Jest w tym sporo prawdy, bo zazwyczaj to rodzice mają największy problem z zaufaniem dziecięcej intuicji i mądrości oraz z odpuszczeniem kontroli. Rezygnacje zdarzają się zazwyczaj wtedy, kiedy rodzicom początkowo wydaje się, że taka szkoła to super sprawa, sami by przecież do takiej poszli. A po dwóch miesiącach okazuje się, że wolność wolnością, ale przecież są rzeczy, których dzieci MUSZĄ już nauczyć się (i nie wiedzieć dlaczego, zazwyczaj chodzi o umiejętność czytania, pisania i liczenia).

Właściwie trudno im się dziwić – nie znają innego modelu, sami chodzili do szkół, w których ktoś inny wybierał za nich, czego powinni się uczyć. Nie jest łatwo przeprogramować się mentalnie na rodzica ucznia Galileo.

Dla rodziców, którzy mają z góry ustaloną ścieżkę kariery dla swojego dziecka. Dla miłośników rankingów szkół i konkursów międzyszkolnych. Dla rodziców, którzy nie akceptują faktu, że dziecko w wieku X lat czegoś jeszcze nie robi, a ich zdaniem powinno (nie myślimy tu o zaburzeniach rozwojowych). Dla tych, którzy wysyłają dziecko w pierwszej klasie na kurs szybkiego czytania i korepetycje.

Jak najbardziej. Wszystko zależy od indywidualnego przypadku.

Zapraszamy do zakładki Rekrutacja. O, tutaj.